...– w cierpieniu, z ufnością i pokorą w sercu modlił
się do Jezusa trędowaty. Nie stracił nadziei. Wierzył w cudowną moc
Uzdrowiciela. Słyszy się od czasu do
czasu o
cudownych uzdrowieniach. Bóg wtedy jak i dziś także czyni cuda. Lecz czy ja,
czy Ty, czy my wierzymy, że również możemy być świadkami cudu, że również w
naszym życiu może zdarzyć się coś nadzwyczajnego? Jeśli Jezus mocą Bożą leczył
choroby, wypędzał złe duchy, czynił wielkie znaki, to czy jest jakieś
cierpienie osobiste, rodzinne, społeczne, któremu On nie mógłby zaradzić?
Wydaje nam się, że rzadko interweniuje w nasze życie. Jeśli większość cudów
jest uzależniona od naszej wiary, to czy jest ona, aż tak słaba, że modlitwa
jest nie skuteczna? A może nie wiemy, o co prosimy? A może po prostu nie
zdajemy sobie sprawy z tego, co posiadamy? Przecież każdego dnia na naszych
oczach dzieją się „cuda”.
Budzimy się rano – czyż to nie jest cud? Idziemy do
pracy – czy to w dzisiejszych czasach nie jest cud?
Mamy co jeść, pić, w co się ubrać – czyż to nie jest
cud? Potrafimy mówić, chodzić, słyszymy, widzimy – czy to nie jest cud? Nie jesteśmy
sami mamy rodziny, przyjaciół – czy to nie jest cud...?Ile potrzebujemy jeszcze
przykładów, aby uwierzyć, że życie jest cudem? Ile potrzebujemy dowodów, aby
zrozumieć co posiadamy, a czego wielu z nas nie ma i nigdy mieć nie będzie. Czy
mogę z ręką na sercu powiedzieć jestem szczęśliwym człowiekiem? A może
potrzebujemy oczyszczenia? Może trąd apatii, lęku, braku nadziei, narzekania,
zazdrości jest i we mnie?