Jakub właściwie nie był zabobonny. Ani czarne koty,
ani czterolistne koniczyny, ani kominiarze nie robili na nim żadnego wrażenia.Ale kiedy w samym środku chaosu na targach
komputerowych pewna dama o egzotycznym wyglądzie spieszyła prosto w jego
kierunku tak, jakby go już od dawna oczekiwała, chwyciła jego dłoń i oznajmiła,
że ósmy lipca będzie dla niego szczególnie szczęśliwym dniem, wtedy sowicie ją
wynagrodził. I czekał na ten dzień tak niecierpliwie, jak małe dziecko na Boże
Narodzenie.Ósmego lipca obudził się jeszcze przed wschodem
słońca, gotowy na spełnienie wszystkich swoich marzeń.Jednak dzień ten minął jak tysiąc innych i nic się nie
wydarzyło, w każdym bądź razie nic godnego uwagi.Wieczorem przyszedł do Jakuba przyjaciel i został do
pomocy. Ledwo przebrzmiało dwunaste uderzenie zegara, Jakub głośno oburzył się:„Ta kobieta mnie oszukała; szczęście mnie oszukało!”„Prawdopodobnie jesteś chory!” - stwierdził
przyjaciel.Jakub zaprzeczył.„Czy miałeś wczoraj wypadek?”„Nie, na szczęście nie”.„Nie najadłeś się, dostałeś mandat, ktoś ci umarł?”
„Ale wymyślasz! Naturalnie nic z tego”.„I ty twierdzisz, że ten ósmy lipca nie był dla ciebie szczęśliwym dniem?”